Tweetnij na śmierć Marka Trojanowskiego (z cyklu "My dzieci z dworca Web") (fragment)

Autor: Roman Knap, Gatunek: Dramat, Dodano: 29 listopada 2012, 13:55:20

Nie znalazłem żadnej witryny internetowej, która wyglądałaby tak:
strona główna -> artykuły -> śmierć Marka Trojanowskiego -> czytaj dalej -> czytaj także

Trojanowski zmarł nagle 1 kwietnia 2011, w prima aprilis, w wieku 35 lat, więc nie wiadomo czy zmarł na serio czy też mamy do czynienia z czarnym humorem, ale na dzień, na parę dni przed jego śmiercią rzeczy działy się tak - Trojanowski jest zły, to psychopata, w każdej chwili może mi przyjebać, sponiewierać, zbanować i wypierdolić ze swojego blogu, ale ja jednak aktywnie i wiernie trwam przy jego witrynie, która pije i bije. I po raz kolejny gryzę paznokcie, piję czwartą kawę i liczę na wielką falę zmian, jaką wzbudza we mnie Trojanowski wykazując miałkość duchową, aseksualność Marty Podgórnik, Jakuba Winiarskiego, creating writerów, redaktorów Reda i Biura Literackiego (przede wszystkim), domów kultur i biznezplanów wydawnictw, ale znowu kolejny dzień mija a zmian nie ma. Więc znowu coraz bardziej wkurwia mnie bliskość zrozumienia słowa system, a system polega na tym, że tak wielka sensacja, jak wygląda chuj Trojanowskiego albo, jak wygląda tomik Bożeny Keff włożony w jego dupę, stoi na straconej pozycji bez pleców branży.

Wciąż zatem góruje tępy wyrobnik mechanizmów kultury, więc oczywiście jest strasznie chujowo i żyć się nie chce, ale jednak przez chwilę jest ok, bo Trojanowski zmyśla że ma syna i jest szczęśliwy, kochany przez Jeanette. Znowu imponuje mi poczucie jego absolutnej silności, gesty przemocy, męska twarda dominacja, jego jedyna w swoim rodzaju krytyka literacka, która wytwarza napięcie seksualne. Oprócz mnie, do rozmówek na blogu Trojanowskiego, jak zawsze włącza się pieniacz etyczny Przemek Łośko ze swoim marzeniem, żeby kosmos był przyzwoity, Zofia Serafińska, dekonspirująca niczym tajny agent ukryte mechanizmy nieczystych walk politycznych, i Tadek Borowski, wyzywający od chujów każdego, kto nazwie go Tadek. Na dzień przed śmiercią Trojanowskiego, generalnie znowu jest mi wesoło i na luzie, że nie jeżdżę na spędy literackie, slamy, nie włóczę się po konkursach, targach książek, wieczorkach, a na internecie i fejsbuku niczemu i nikomu nie lajkuję i na nic nie tweetam. Może tylko za bardzo - odzywając się w komentarzach na blogu Trojanowskiego - dbam o nienaganny powab przyjebania, podejrzanie mało męski, na szczęście ginie to w tłoku.

Tak, jeszcze 30 marca 2011 rzeczy na blogu Trojanowskiego wyglądają tak, że dzidzia System nie dostała klapsa i ma chcicę ostrą, więc ją tatuś Trojanowski znowu pejczuje kutasem po twarzy, Tadek Borowski, bo nazwałem go Tadek, proponuje mi, że jeśli ja Knap chcę, żeby ktoś mnie wyjebał, to mam cmoknąć na psa z sąsiedztwa, Serafińska i Łośko mnie ignorują, zresztą słusznie, bo ja ignoruję ich i ich rozpolitykowanie. Ale znowu mówimy sobie "Bianka Rolando - ja pierdolę co to jest ??? yyy". "Poezja Wioletty Grzegorzewskiej - ja jebnę jaki paszczur!", "Nowy tomiku Magdy Gałkowskiej - idź pracować w mięsnym jako okaz dorodnego pasztetu!", fakujemy na Jakuba Winiarskiego i liczne kariery stworzone z entuzjazmu starych na młode dupcie. Po raz kolejny Trojanowski prezentuje nam swoje ideologiczne fetish party - świnie, siekery i szlachtowanie świń-poetów aż do spocenia koszulki z Sokołem Milenium. Po mordzie dostaje każdy ściemniacz (a la Maliszewski) i każda wydepilowana laleczka z klubu Biuro Literackie (np. "Jacek Dehnel, jej ale bełt, WTF? WTF? WTF? - nic, po prostu manekiny też piszą wiersze").

Generalnie jest spoko, bo nikt z nas nie wie, że nadchodzi koniec. Primaaprilisowa śmierć. 30 marca jeszcze nie wiem, że od 1 kwietnia nie będę miał gdzie się podziać.

 

cdn.

Komentarze (95)

  • Rodzinka rośnie. Dobry tekst.
    Swego czasu i mnie Trojanowski przypierdolił
    (dał kopa na rozpęd) publikując jakieś fekalia co mu przesłałem.
    ...to były czasy...:))

  • ach nie daje okienek od dziś
    ale NWK panie dzieju

  • od tego odcinka trzeba było zacząć - to jest peron główny na dworcu Web.

  • Tak, peron główny na dworcu Web, zaskakująco trafnie powiedziane.
    Rodzinie rośnie, a jakże, poza tym trochę się spieszę, bo nie znam dnia ani godziny :)

  • spełniła się okrutna przepowiednia publiczności: "uważaj, bo ci wyłączą!"
    Za ten tekst to ś.p. nieboszczyk powinien Cię pocałować w czapeczkę i wszystkie trzy dzwoneczki :)

  • Małgo, lepiej, żeby zamiast mnie całować, ożył :)))
    ps. ten tekst miałem już przygotowany wcześniej, ale akurat dziś zachwyciło mnie twoje trafne hasło "pieniacz etyczny", więc przy okazji sorki, że je sobie przywłaszczyłem.

  • zaskakująco ?

  • mnie zaskoczyło :)

  • myślisz, że mogłoby być inaczej ?

  • Ufo go porwało.

  • Trojanowski koniecznie, ale dla mnie zakrótko.

  • Zresztą Trojan to chuj był.

  • ale z dworca.

  • Joanna, wiem że za krótko, to tylko fragment, nie zamierzam jednak odsłaniać tu za jednym zamachem wszystkich kart :)

    Kamil, tego nie wiem, ale może masz rację

    Grzegorz, raczej chcę traktować bohaterów dworca Web na równo, nawet jeśli to racja, że Trojanowski swoją osobowością przyćmiewa pozostałych

  • A to fajnie, że wiesz, że za krótko i że jeszcze będzie.

  • nie miałem na myśli Trojanowskiego jako "głównego" - tylko miejsce, które stworzył, jako "główny peron".

  • Grzegorz, aha, miejsce... a że tak zapytam, czytałeś ten blog? (nie musisz odpowiadać)

    Kamil, chuj to komplement :)

  • Zresztą nie omieszkał podzielić się swoim chujem z nami, lubił być chujem i ochujał po prostu od lubienia chujem bywania.



  • Zabawa w chuja bywa niebezpieczna.

  • Kamil, Trojanowski zaryzykował, a Ty?

  • Jest takie pwoiedzenie: "a chuj to w bombki strzelił", albo ulbione:

    "kto się chujem urodził, ten kanarkiem nie umrze", tudzież niestety zgrane przez nadużywanie:

    "i tak jest po chuju" i "nie ma chuja na Mariolę", lub "nie ma chuja we wsi".


  • gdym nie czytał - "niewypowiadałbymsię" - trafiłem tam idąc śladami linków przy aferze "wibrującegoucha"

  • gdybym*

  • O, ja też tam trafiłem skuli Zbierskiej :)

  • Co w sumie zaryzykował w kontekście prowadzenia bloga? Nic w sumie.

  • Jakby to wydał w formi książki, to byłoby to ryzko.

  • Z tego co mi wiadomo Trojanowski ideologicznie stał po stronie netu, a nie papieru. Publikacja złamałaby jego idee.

  • Tylko w sumie ile procesów by poszło za zniesławienie. Chłopak by z sądu nie wychodził.

  • Śmiem twierdzić, że nie byłoby żadnych procesów. Nikt nie wyłamałby się z systemu, nakazującym milczeć o Trojanowskim. A proces to jednak promocja :)

  • Sądzisz, że Dehnel by się nie wyłamał, przecież z tego, co pamiętam procesował się chyba z Kaczką. Monika Mosiewicz jeszcze za czasów działalności nie daało go do sądu?

  • Czekam na c.d. :-)

  • Zwłaszcza Dehnel by nie uczynił żadnego ruchu, z wyjątkiem "pfff". Dochodziły mnie jakieś słuchy o próbach procesowych na Borowskim, oraz o dochodzeniach policyjnych związanych z włamaniem się na konto administracyjne NS. O innych nie słyszałem. Zapewne tu i owdzie ktoś straszył sądem, owszem, ale to chyba w pierwszych emocjach, ale potem to przechodziło na decyzję "najlepiej zignorować".

  • No widzisz, bo to było w ramach bloga, wyobraź sobie to jako książkę na półce w księgarni, w dziale "esej". Wtedy już nie moża by było zrobić "pfff".

  • Żebyś widział, Romek, mój kontredansik z klawiaturką, zanim mi to wreszcie spłynęło z pióra. Właściwie to ja Ci dziękuję.

  • Kamil, nie ma inkwizycji, więc ewentualny proces (nawet przegrany) nie eliminuje książki z rynku. Karę za zniesławienie otrzymuję autor, nie książka. Dehnel to doskonale wie, więc nie zaryzowałby procesu, który przy okazji mógłby wypromować i nagłośnić książkę jego wroga :)

  • Ja nie wiem czy byłoby co promować, bo od strony artystycznej Trojan był głęboko w dupie.

  • Wartości artystyczne są drugorzędne w obliczu wartości ideologicznych.

  • Oj nie w przypadku literatur i krytyki literatury, możesz mieć idee, przy okaazji zerowy telent do stworzenia ich nośnika. A bez nośnika nie posłuchasz mp.4

  • kude, literówki - sorry.

  • Trojanowski nie był krytykiem literackim, tylko krytykiem systemu. A talent... Trojanowski w pełni świadomie wybrał stylistykę bliską kiczu. Jednak w gruncie rzeczy nie interesuje mnie zupełnie - w przypadku Trojanowskiego - interpretacja jego stylu czy manieryzmów. Nie bawię się - pisząc "My dzieci z dworca Web" - w krytyka literackiego :)

  • wiem :)
    badasz tylko mechanizm uzależnień, jak literacki pierwowzór tytułu. chcesz się dowiedzieć, dlaczego Cię tak wciąga :)

  • Krtykiem systemu literackiego, więc jako krytyk systemu literackiego, powinien się tą literaturą posługiwać jak brzywtą, on tymczasem posługiwał się nią jak tępym narzędziem. Zakradał się pod osłoną nocy do sanatorium i walił młotkiem w potylicę lunatykujące staruszki.

  • Kamil, ja to widzę inaczej, w wiekszym horyzoncie, ale Ty możesz to widzieć tak jak widzisz; być może Trojanowski miał właśnie dość pajacowania się literatury jako brzytwy, i stąd wybór tępego narzędzia?

    Małgo, mechanizm uzależnień, bingo, w tym fragmencie o tym jest właśnie powyższy tekst :)))

  • No nie wiem, co on tam miał tak naprawdę w głowie, może nic? Może był po prostu sflustrowanym gościem, który miał misję, bo jegnego mu odmówić nie można - pasji. Chuj go wie.

  • Właściwie to ja zawsze czułem, że Trojanowski to taki polski książę de Saint-Simon. Polska nie miała księcia de Saint-Simon, więc ten brak prędzej czy później musiał zaowocować Trojanowskim. Dodam, że stylistyka Saint-Simona, jest najbardziej "wątpliwa artystycznie" na świecie, a mimo to Saint-Simon to geniusz, jedyny w swoim rodzaju, niepodrabialny (pewnie nie znasz, ale Polacy są w ogóle mało oczytani) :)))

  • Trojanowski na odwyku więc? ;-)

    [Z Dworca ZOO wyjście było jedno, przez śmierć.
    Nawiasem mówiąc, o Christiane. Pisałam zresztą kiedyś w wierszu. Wyszła z tego, miała rodzinę, dziecko. Po wielu latach, tak wielu, że można było uwierzyć w szczęśliwe zakończenie strasznej bajki, zaczęto ją widywać na stacji Cotti (Cotbuser Tor, taka mniejsza wersja Dworca Zoo). Tak mi się przypomniało]

  • heeh, no widzisz, właśnie sobie zrobiłem podróż sentymentalną i czytam, akurat trafiłem na notkę o Wenclu.

  • Małgo, jak na razie Trojanowski to po Szumskim druga osoba, która opuściła dworzec Web przez śmierć (wiem, Szumski żyje, ale jako żywy odizolowany od świata trup) (Trojanowski też może zresztą żyje). Nie chcę, póki co, wnioskować z tego, że śmierć jest jedynym wyjściem, jedyną drogą ewakuacji z tego przecież pięknego miejsca. Nie chcę w ogólę myśleć, że ktokolwiek może się stąd ewakuować...

  • Ja w ogóle chciałam Ci podpowiedzieć podtytuł: historie niedokończone. Bo chyba na Twoim miejscu bałabym się pisać ciągi dalsze :)

  • W sumie to taka ciekawa przypadłość strach przed ciągiem dalszym; ale raczej bardziej to nerwica niż strach :)))

  • Świetny tekst!

  • U mnie to akurat uzasadnione, bo napisałam kilka historii, które zdarzyły się dopiero p ó ź n i e j. I od tej pory jestem dość ostrożna. Oczywiście można się kłócić, czy w tej sytuacji ma się prawo do zatajenia ciągu dalszego, co może przyczynić się do zafałszowania historii ;-)

  • Czy czytał Pan artykuły zamieszczone w miesięczniku "PLUS Pismo Obywatelskie" - z maja 2007 - "TAK i NIE - Niepokorna kategoria ruchu Marka T."
    - z lutego 2011 - "Analiza - Powrót buntownika" ?

  • Tak, czytałem te artykuły

  • Jeszcze w sprawie niebezpieczeństwa ciągów dalszych. Bo mogłoby się wydawać, że to co Ty i my razem z Tobą teraz tutaj robimy, to miłe początki, taka zabawa, siedzenie przy okrągłym stoliku i pukanie, wywoływanie Ducha Dworca. Tymczasem spójrz, co już się porobiło, odkąd zacząłeś ten cykl: Artomiuk zawiesił się w sieci, zjawiła się ni stąd ni z owąd groźba "matki Artomiuka", podczepił się jakiś Krwawy Tapczan, udając, że jest Krzysztofem Szumskim, ja zamiast siedzieć jak mysz pod miotłą, wychyliłam się z okna, niby przypadkowo pojawiają się jacyś zakurzeni archiwiści, pytając, kto pisał do kogo listy, Ewa Bieńczycka nie wytrzymała i stopą w eleganckim obuwiu sportowym na miękkiej podeszwie wymierzyła policzek w fejs oddanych diabłu "aktywistom liternetu", tylko czekać, aż pojawi się sam diabeł. A Ty rozpędzasz się niebezpiecznie, chociaż obiecałeś, że nie będziesz się forsował :)

  • Oj dzieje się - zapomniałaś dodać że Artomiuk zażądał ode mnie wycofania go z cyklu, a Wolf tego, żebym Cię nie wkręcał w głupie afery :)))
    Ale tego nie kojarzę, co za archiwiści, jakie listy?

  • a, tacy z epoki cara. żart. chciałam zaznaczyć, że duch dociekania rośnie

  • Musisz zrozumieć Wolfa, martwi się o moje życie, również wirtualne :)

  • czy to nie lekka przesada, z tym "odcięciem" "wyłączaniem" aktywistami, archiwistami, trupami w tapczanach itd. czy aby sami nienakręcamy spirali?

  • a kto się "odcina" albo "wyłącza", Grzegorz? Bo miałam wrażenie odwrotne :)
    (chociaż to z carskim kurierem było oczywiście żartem)

    • . .
    • 29 listopada 2012, 19:34:12

    Czekam na dalszy ciąg.

    • Szel _
    • 29 listopada 2012, 20:45:42

    w ciebie to sie Roman wczytuje jak w zmartwychstalego Marka Trojanowskiego
    co prawda nie czytalam go zbyt wiele, bo krotko przed tym zanim oglosil swoja smierc Nacpana dala mi namiar na jego bloga

    ale jego chuje
    chujami zakonnymi modlone pietnowane i karane
    wymodlane i chujami rozgrzeszane

    to powinien byc wstepniak dla twojego cyklu
    zmienie zdanie jesli tylko ja to pamietam

  • Grzegorz, teraz zorientowałam się, o co pytałeś. "Uważaj, bo ci wyłączą!" było spontanicznym krzykiem z publiczności do Wesołego Romka, który chwalił się, że ma swój domek na przedmieściu, z wodą, światłem a nawet gazem. No i ponieważ Roman tak tu wyjechał z tą bezdomnością po zamknięciu rzeźni T., to mu rzuciłam Misiem, rozdrażniona ;-)

  • Historia Romana Małgosiu, zatacza coraz szersze kręgi, słusznie zresztą, opis ideologi współczesnego poletka dla ofiar i drapieżników sieciowych. Socjotechnika niektórych "dzieci z dworca Web" jest bezkarna tylko z jednego powodu, daleko idącej bezkarności - która powstała dzięki wolnej i ogromnej przestrzeni. Niewydaje mi się jednak, by wyolbrzymianie i dopisywanie "gęb" zjawiskom "ocierającym" się o ten problem, było słuszne. Bo z bardzo ciekawego pomysłu Romana - może wyjść, gigantyczna zupa - ta przesolona. :)

    ok - niech bedzię żart. :) - nawiasen mówiąc pamietam jednego " Jean-Paul Żart" z Nieszuflady - i jego działalność na Ns miała znamiona "dziecka z dworca Web" :) - pamętasz ?

  • Trojanowski przedobrzył tym,że jechał ad personam, gdyby skupił się na samych tekstach - ok, ale waląc bez sensu i z dupy po ludziach sam swoim chujem wykuł sobie oko.

  • Grzegorz, zjawiska bez twarzy zacierają się, traca kontur i giną w morzu innych zjawisk. Ludzkość przyzwyczaiła się już od najstarszych czasów do personifikowania problemów, aż do nadawania boskich cech zjawiskom przyrody aby je lepiej rozumieć, nawet wielu figurom szachowym nadano ludzkie cechy.

    Żarty żarta akurat rzadko mnie śmieszyły. Nie dostrzegam specjalnie znaczenia tej postaci, nawet dla życia Ns w owym czasie.

  • z NS najbardziej zapamiętałam _ii_ :)

  • No więc wiadomo że Trojanowski to postać kontrowersyjna, a skupić na samych tekstach się nie mógł, bo swoje ostrze "ad personam" kierował wobec ludzi związanych ze znienawidzonym systemem.

    Jeśli chodzi o portale literackie, to kojarzę Jeana Żarta, jasne, ale tak na serio w cyklu z postaci Ns znajdzie się jeszcze (to na razie plan) Jurgen Habermas, Aga Hofik i zapewne Jacek Dehnel. Może też Lokator/Naćpana (ale tu mam jeszcze pustkę co dokładnie i jak). Niestety reszta choć czasem ciekawa czy fajna, nie ma w sobie nic... jakby to rzec, reprezentatywnego. Potem pójdą postacie niezwiązane z tymi portalami, lecz z innymi miejscami w sieci.

  • Aha, myślę jeszcze o Witoldzie Stankiewiczu, rzecz w tym, że ten (może nawet specjalnie udawany) grafoman, poza codzienną rozwlekłością przekomarzań, i powtarzaniem się w nich, nie miał jakiegoś... czegoś nadrzędnego, charyzmatycznego, specyficznego.

  • Ja "Żarta" zapamiętałem przede wszystkim z upierdliwego udowadniania, obranej przez siebie ofiary, jej fobii i innych przywar. Kiedyś zaczeliśmy dyskusję na temat obecnej i byłej nazwy "Hali Ludowej" na końcu okazało się że jestem nacjofobem a wcześniej rusofilem. :)

  • No i słynny Borowski, ten jednak niczym rasowy kameleon netu, miał chyba z 200 nicków (z czego pewnie 200 zbanowanych), więc ogarnąć tę postać to wyzwanie, któremu nawet nie wiem czy jetem w stanie podołać :)))

  • a prof. Jerzy Nawpółnibyświezy czy jak mu tam było? :)

  • Był taki, ale było też wielu innych i innych i innych. Cykl "My dzieci z dworca Web" właściwie nie jest przeglądem, "abecadłem" literatów aktywnych w necie, sieciowych.

  • Moim zdaniem:
    - mankamentem tekstów cyklu jest założenie, że ewentualny czytelnik zna
    środowisko, które Pan opisuje;
    - w każdej z części przedstawia Pan postać tak, jakby odbiorca siedział
    po uszy w tematach związanych z witrynami literackimi, był stałym użytkownikiem tych miejsc, w których zostawili swoje ślady wybrani na bohaterów kolejnych części.
    - jest to rodzaj pisania na odniesienie lokalnego sukcesu, gdzie znajdą się osoby zorientowane, które bez dodatkowych informacji będą wiedziały
    o kim czytają, w czym rzecz,
    - nie wymienia Pan imienia głównego bohatera - dlaczego?
    w kraju mieszka 5135 osób o nazwisku Trojanowski
    - stosuje Pan myk z postacią, obudowuje ją innymi postaciami wymienianymi w tekście z imienia i z nazwiska,
    pojawia się twórca portalu i autor, który przeciętnemu czytelnikowi skojarzy się ze światem literackim,
    ale podejrzewam, że przeciętny czytelnik nie zna klimatów, otoczki, a z Pana tekstów nie dowiaduje się za wiele.
    Uważam, że w tej chwili teksty cyklu napisane są tak, że mogą zainteresować jedynie wąskiego grono odbiorców.
    Ilu ludzi żyje sprawami witryn literackich i blogów powiązanych z problemami portali literackich?
    Ilu ludzi mogłoby być zainteresowanymi, gdyby wyszedł Pan z innego założenia, od tego, że przeciętny czytelnik nie ma powodu śledzić na bieżąco wszystkich zaszłości związanych z portalami literackimi?

  • Elm, nie opisuje środowiska portali literackich, ba nawet dość rzadko zaznaczam czy raczej eksponuję, że bohater pisze na portalach literackich, o Artomiuku dowiadujemy się że jest poetą dopiero na końcu, mimochodem (i właściwie dla samego tekstu jest to zupełnie nieistotne kim jest i skąd i co robi w życiu), o Małgorzcie Koeheler wspomnę o tym (że jest poetką) dopiero w przypisach, o sobie (gmailowym ninjy) w ogóle nie napiszę że jestem pisarzem (bohater żyje tam sprawami czaterii), o Szumskim tak o nim piszemy jako o użytkowniku NS ale jest tam to w tekściem i przypisach tak zaznaczone, aby czytelnik nie mający o tym pojęcia, o tym pojęcie nabarał. Trojanowski jest tu prowadzącym blog i to jest tu eksponowane, i chyba to widać.
    Po drugie faktycznie, gdzieś w cyklu pojawi się wstęp, a nawet moze parę odcinkow tz. ogólnych, opowieści o necie jako zbiorowości, i tam będzie na pewno więcej o miejscach w sieci, w których przebywają bohaterowie
    No cóż nie mam czasu krok po kroku i żmudnie zajmować się "biografistyką", opisywać w pełni świat "środowiska" i otoczenia w jakim żyje bohater, bo to skądinąd nie jest proza stricte realistyczna, net a real to dwie różne rzeczy, w związku z tym, również inne są narzędzie opisu tych światów.

    O wiele większym kłopotem i problemem jest inna rzecz - że świat netu to świat niefabularny w rozumieniu takim jak światem fabularnym jest real. Prowadzi to do problemu "identyfikacji", "wczucia się" w kogoś kogo czytelnik nie widzi. Proszę zauważyć, że generalnie bohaterzy pozbawieni są np. "wyglądu", w prozie realistycznej (załóżmy a la Barbara Sęk), autorka może kilometrami opisywać wygląd swoich bohaterów, w co są ubrani, co mają w rękach, gdy ze sobą rozmawiają itp itp, bo w realu tego rodzaju bohaterzy mają ciało. Fakt że bohaterzy mają ciało bardzo ułatwia autorce proces zżycia swoich bohaterów z czytelnikem. W necie natomiast bohaterzy są bez ciał (ew. jest fota, skype, filmki, ale to zagadnienie też jest inne niż "real" i bardzie podpada pod technikę mediów tv) i mają właściwie tylko słowa. Ich ciałem są zatem przede wszystkim ich słowa. I to jest największy problem, jak "sfabularyzować" to co z gruntu fabularne nie jest - bo zdaje sobie sprawę z tego, że "przeciętny czytelnik" chce fabuły, ruchu, wydarzeń, a nie słów :)))

    Imię Trojanowskiego "Marek" pojawia się w tytule i w drugiej linijce tekstu. Przegapiła Pani.

  • Dam tu zresztą Pani - dla zobrazowania problemu, jakim jest brak analogii między światami netu a realu, a tym samym problemu, jakim jest niemożność, trudność skorzystania z rekwizytorni, jakim dysponuje narracja realistyczna, do opisu świata netu, pewien wywód, w którym wykorzystam fragment Pani tekstu.

    Pisze pani w swojej prozie tak -
    "Siedzi na żelaznym łóżku i majta nogami nad podłogą. Jest chuda, ale tego nie widać dopóki nie podniesie głowy. Nie można jej uczesać, z włosów zrobił się już wiecheć pakuł, czy runa czarnej owcy, i przysłania twarz. Z tyłu wygląda pół na pół. Z tyłu, na prawej półkuli czaszki, w miejscu po włosach, ma duży strup i kilka małych pęcherzy. Włosy palą się szybko, a paląc się śmierdzą, topnieją, i drobnymi knotkami zwęglonego białka łączą się ze skórą.
    Majta kończynami zamaszyście, co sprawia, że cała wychyla się w przód i w tył. Chyba zaraz spadnie z krawędzi łóżka, z żelaznej grzędy trzymającej materac, na którą ją posadzili. Jeśli spadnie to znowu na prześcieradle zostanie ślad."

    Proszę zauważyć, że nie mogę napisać, pisząc o bohaterze z netu, że "siedzi sobie na żelaznym łóżku", skoro nie wiem, czy siedzi, a nawet właściwie nie wiem co osoba po drugiej stronie monitoru generalnie robi. W necie nie ma łóżka (jest owszem, jego fota, ale trudno i bez sensu jest pisać ew. zmyślać że "ktoś siedzi na focie przedstawiającej łóżko i majta swoją fotą nóg nad fotką podłogi"). Odpada zatem praktycznie cała rekwizytornia realistyzna, obecna w Pani tekście. W necie de facto nie ma - co przecież Pani wykorzystuje dla celów fabularnych - podłogi, prześcieradła, w danym momencie nie widzę nóg Trojanowskiego, nie wiem czy nimi majta, nie wiem, czy jest aktualnie chudy czy gruby (bo nawet jeśli widzę jego fotę, to nie wiem przecież z jakiego jest ona okresu, może być sprzed 10 lat!), nie wiem, czy prowadząc swój blog majta nogami nad podłogą, zupełnie nie wiem, czy w danej chwili jest uczesany czy nie, itd itd itd. Tym samym rekwizytornia realistyczna dla opisu świata netu i jego bohaterów nie ma żadnego sensu ani podstaw. I z tym trzeba się zmierzyć - że nie da się, nie można pisać o necie tak jak pisze się o realu.

  • Tak - wielka racja, przegapiłam imię w tytule.
    Robi Pan błąd z chęcią porównania prozy opisującej realia i prozy, którą tutaj omawiamy. Nie dlatego, że posiłkuje się akurat moim tekstem - to nie ma żadnego znaczenia, że mój, bo równie dobrze może jakikolwiek opisujący realia rzeczywistego świata. Znaczenia ma, że porównanie nic nie wniesie, nie wyjaśni nam kilku spraw dotyczących opisu świata z brakiem ciał, świata realnie istniejącej i funkcjonującej fikcji, obszaru bez-ziemia wypełnionego bezpostaciową formą życia przelanego z zamysłu kreowania się.
    Proszę nie narzekać na brak rekwizytów - to przyziemne postrzeganie zjawiska, mnożenie trudności przez przywiązanie się do gleby - jest ich ogrom, czekają, niektóre będzie Pan musiał nazwać.

  • Zjada Pana przesłanie także to, że tworzy Pan ni to dokument, ni nie dokument. Żyjąca osoba kreująca się w świecie wirtualnym w końcu odbierze Panu możliwość rozwijania myśli, sam fakt realnego istnienia i odpowiedzialności wobec żyjącej osoby [mam na uwadze twórczą odpowiedzialność, nie karną, chociaż i tej nie można wykluczyć w przypadku tekstu dokumentalnego] zadziała osadzaniem na gruncie, może nawet patem.

  • Porównanie tych dwóch światów: netu i realu, oczywiście coś wnosi - pokazuje bodaj różnice (choć sam real jest mi tu akurat zupełnie obojętny)
    I faktycznie - tworzę "ni to dokument ni nie dokument", świadomie, zresztą wiele tam "ni" - ni Szumski żyje ni nie żyje, ni Trojanowski żyje ni nie żyje, ni Artomiuk jest głupi nie nie głupi, ni Knap jest sobą ni nie jest sobą, "ni" jest fundamentem tego cyklu, "ni" odwzorowuje bezkształtność. I tak właśnie, w mojej koncepcji, ma być :)

  • Co do rekwizytów (przenoszenia ich z realiów do netu), nie mam z nimi aż takiego kłopotu, bo jednak znajduję jakieś rozwiązania, które zresztą nieoczekiwanie tym "realiom" nadają tu inny status, jest tam np. powyżej w tekście takie coś -
    "witryna, która pije i bije".
    To personifikacja witryny. Ale jak witryna może "realnie" pić? (czym skoro nie ma gardła?). Jak witryna może "realnie" bić, czym, skoro nie ma rąk? A jednak, nie ma żadnej wątpliwości, że witryna może pić i może bić. Ot, cudowny paradoks netu :)

  • Ja tam jestem troszkę w temacie, bo blog Trojanowskiego był niegdyś moim ulubionym. Jeszcze długo po 1 kwietnia 2011 czekałam, aż pojawi się nowy wpis, zaczynający się od słów "No dobra, żartowałem...". Ale się nie pojawił:((
    Myślę też, że nie ma na Liternecie osoby, która by nie czytała Historii moich niedoli.
    Ja czytałam codziennie, chociaż nigdzie w sieci mnie wtedy nie było. I teraz właściwie też nigdzie mnie nie ma. Tylko czasami tu, na L. Więc się odzywam:) I czekam na cd.

  • Jeszcze jedno, pani Elm - głównym, ontologicznym stanem netu jest to, że za każdem razem personifikujemy - Pani, żeby ze mną rozmawiać, personifikuje nick "Roman Knap", ja żeby Pani odpowiedzieć, personifikuję nick "Elm". Bez tej personifikacji niemożliwa by była między nami jakakolwiek komunikacja. Jednak personifikacja to de facto "urealnianie fikcji". Personifikujemy się zatem, ponieważ jesteśmy fikcjami. Personifikacja to ciągły powtarzalny proces na necie w każdej chwili, choć faktycznie przez nasze zmysły percepcji jest to już proces zautomatyzowany, więc po prostu czasem nie dostrzegalny. I ta personifiacja wynika z tego, że w necie nie ma osoby, lecz jest zawsze tylko "osoba" :) Może to Pani zrozumie.

  • Jest jaźń o osobie. Świadomość, że odpowiedzi udziela Panu człowiek, a oprócz tej świadomości, Pana przekonania, że nie odpowiada jakiś Cerebrumidoid albo Cogitarioid, a jednak człowiek, dysponuje Pan własnym wyobrażeniem o mnie. Ograniczonym, z wielu powodów.

  • Jestem w tej samej sytuacji.

  • Jeszcze dwa słowa o tekście.

    Fragment:
    " Trojanowski zmarł nagle 1 kwietnia 2011, w prima aprilis, w wieku 35 lat, więc nie wiadomo czy zmarł na serio czy też mamy do czynienia z czarnym humorem, ale na dzień, na parę dni przed jego śmiercią rzeczy działy się tak - Trojanowski jest zły, to psychopata, w każdej chwili może mi przyjebać, sponiewierać, zbanować i wypierdolić ze swojego blogu, ale ja jednak aktywnie i wiernie trwam przy jego witrynie, która pije i bije. I po raz kolejny gryzę paznokcie, piję czwartą kawę i liczę na wielką falę zmian, jaką wzbudza we mnie Trojanowski wykazując miałkość duchową, aseksualność Marty Podgórnik, Jakuba Winiarskiego, creating writerów, redaktorów Reda i Biura Literackiego (przede wszystkim), domów kultur i biznezplanów wydawnictw, ale znowu kolejny dzień mija a zmian nie ma. Więc znowu coraz bardziej wkurwia mnie bliskość zrozumienia słowa system, a system polega na tym, że tak wielka sensacja, jak wygląda chuj Trojanowskiego albo, jak wygląda tomik Bożeny Keff włożony w jego dupę, stoi na straconej pozycji bez pleców branży."

    Wyjmijmy z fragmentu elementy świadczące o dokumencie.
    - nazwiska i imiona ludzi.
    - istnieje blog, jaki można powiązać z nazwiskiem wymienionym w tekście
    - istnieje "Biuro Literackie"


    Przekłamania, napisane tak, jakby były informacjami dokumentalnymi:
    - data śmierci - w tekście 01 kwietnia 2011 - w informacji podanej na blogu 31 marca 2011,
    - wiek - w tekście 35 lat - w informacji na blogu 34 lata,
    - pisanie "zmarł" jak coś dokonanego, chociaż istnieje wątpliwość.


    Mieszanie świata realnego ze światem wirtualnym:
    - pisanie o osobie, o cechach osoby tak, jakby autor bez żadnej wątpliwości stwierdzał fakt, że osoba fizyczna posiada takie cechy - natomiast faktem jest, że nie wiadomo jakie cechy posiada osoba fizyczna, wiadomo jedynie jakie przejawia zachowania w stosunku do innych osób odwiedzających jej bloga
    "Trojanowski jest zły, to psychopata, w każdej chwili może mi przyjebać, ..." - autor tekstu stwierdza coś o człowieku, a spotyka się jedynie z kreacją tej osoby, z opisami nastroju wyrażonego słowami kierowanymi do kogoś przebywającego w świecie wirtualnym,

    opis nastroju zamieszczony w komentarzu nie musi odpowiadać nastrojowi osoby fizycznej zamieszczającej odpowiedzi do komentarzy - ma prawo zdarzyć się taka sytuacja, że w realnym świecie właściciel bloga jest w świetnym nastroju, bawi się, żartuje, ale jako odpowiedzi na komentarze zamieszczone na blogu komponuje treści pełne złości i wulgaryzmów,

    - " I po raz kolejny gryzę paznokcie, piję czwartą kawę i liczę na wielką falę zmian, ..." - opis świata realnego, i tenże opis świata realnego, stanu w jakim znajduje się osoba opowiadająca o zdarzeniach w świecie wirtualnym zaczyna świadczyć o mieszaniu świata realnego ze światem wirtualnym do tego stopnia, że zaszłości ze świata wirtualnego mają niebagatelny wpływ na osobę opowiadającą, na jej samopoczucie w realnym świecie.

    Informacja, jaką wynoszę z tego fragmentu:
    - czytam opowieść kogoś, kto z nieznanych mi powodów regularnie odwiedzał blog osoby, którą odbierał jako złą i dominującą, bezceremonialnie rozprawiającą się z wszystkimi i wszystkim, co/kto nie tyle stało na jej drodze,
    co wyszukała sobie, by mieć okazję do wyrzucania frustracji.

    Mówiąc szczerze nie pojmuję po co Pan tam tkwił bezgłośnie, po wielkiemu cichu?

  • Nie odnosi Pan wrażenie, że tekst traktuje także o tym, jak samego siebie wrzucić w pokrzywy? Właściciel bloga wykorzystał do cna swoje blogowe pięć minut istnienia. Blog miał początek, ma koniec. Pan wraca do spraw bloga, przywołuje postać - i w tej chwili jest tragarzem, wówczas był milczeniem, teraz nadal nie sobie służy - rodzi się legenda, tworzy Pan mit, przeżyje idea, czyjaś. Po co?

  • Roman wypowiadał się na blogu Trojanowskiego wiele razy, jako jedna z bardzo niewielu osób ze środowiska. W żadnym razie nie był "milczący".
    To, co zamierza, jest jego własnym projektem, Trojanowski wystepuje w nim jako jeden z będących tylko przejazdem na tym dworcu. Co zresztą było już parokrotnie omawiane w komentarzach.

  • No owszem, trafna jest Pani analiza, jeśli chodzi o niektóre sczegóły.

    Wiele rzeczy jest niezroumiała, zwłaszcza "po co?". A w ogóle to po co miałbym odpowiadać na to pytanie? (gdy zaczniemy bowiem "pocować" to "pocowaniu" nie będzie końca). Małgo już zwróciła uwagę, że jest to również w jakimś sensie opowieść o mechanizmach uzależnień.

  • Pani Małgorzato
    Autor odwiedzający blog nie wypowiadał się tam pełnym głosem, uważał, by nie ponieść konsekwencji za swoje słowa, by nie wylecieć za próg, nie otrzymać bana. To miałam na myśli.

    Ad. - "To, co zamierza, jest jego własnym projektem, Trojanowski wystepuje w nim jako jeden z będących tylko przejazdem na tym dworcu. Co zresztą było już parokrotnie omawiane w komentarzach." - nie zrozumiała Pani moich wypowiedzi. Tworzenie mitu o kimś, nie oznacza, że twórca korzysta z czyjegoś projektu, oznacza swoim projektem ożywia kogoś, coś, pozwala temu trwać, przedłuża życie.
    ---
    Panie Romanie
    To nie jest "poco" dla samego faktu, jest w tym oczekiwanie odbiorcy, by nie rodzić legend o "skończonym" blogu, skończonej kreacji właściciela bloga, by autor zdecydowanie rodził siebie. Przy dokumencie istnieje jednak obowiązek oddania wiernie, operowania atutami nie do podważenia, przedstawianymi jasno, wyraźnie, umiejętne argumentowanie i wykładanie celu ku jakiemu zdąża cała wypowiedź. Na razie tyle moich uwag.
    Dziękuję za rozmowę.

  • Pani Elm, otóż jak słusznie zresztą Pani dostrzegła, jest "to dokument ni dokument". Co do przekłamań - faktycznie muszę zmienić wiek 35 lat na 34 (to bład "drukarski"). Pozostanę jednak przy 1 kwietniowej dacie "śmierci". Wiem, że wtedy, 1 kwietnia, ogłoszono "śmierć" MT (i podano że zmarł dzień wcześniej), jednak właśnie ta data ogłoszenia, która zbiega się z prima aprilisem, świętem kłamstwa, jest tu najważniejsza. Pozostanę przy tej dacie, ponieważ tego dnia zmarł blog MT, a po prostu MT jest (dla mnie) identyczny ze swoim blogiem.
    Jak sama więc Pani pisze "przy dokumencie istnieje obowiązek...", i ok, zgadzam się na 100%, ale akurat tego obowiązku już nie ma przy "dokumencie ni dokumencie". Mogę, i na tym polega literatura piękna, kreować dowolnie i swobodnie, nawet to co autentyczne :)

    Co do "po co?", otoż nie odpowiem Pani "po co to i tamto", ponieważ niniesjzy tekst jest to fragment tekstu, a gdy odpowiem "po co" to uprzedzę jego dalszy ciąg :)

  • no to już jest druga jego śmierć wirtualna, pierwszą zorganizował sobie na hybrisie, uważam, że o wiele bardziej widowiskowo, przyszedł jego brat, nieubrany wtedy w cudzysłów, który rozszlochany, w przerywanych słowach zawiadomił wszystkich, że trojanowski miał wypadek samochodowy, którego nie przeżył, po czym nastąpiła zbiorowa, prawie, histeria, padały propozycje, aby podjechać jednym autobusem w miejsce złożenia zwłok;)
    (trojanowski jest kreatywną osobą i prawdę mówiąc ta powtarzalność mnie zażenowała)

    „Primaaprilisowa śmierć. 30 marca jeszcze nie wiem, że od 1 kwietnia nie będę miał gdzie się podziać.”

    spoko, pewnie otworzy sobie jeszcze niejedną stronę, ale to np. równie dobrze może być strona umożliwiająca wymianę poglądów wśród miłośników nawozów sztucznych i dotacji unijnych na wolny chów drobiu, przy tym też mogą być niezłe jaja;)

    • no name
    • 29 kwietnia 2013, 15:12:55

    Jeśli ktoś mnie kiedyś spyta: Kto to taki "chłop z jajami"? - odpowiem - Marek Trojanowski.
    Jeśli będzie pytał, czy znam jeszcze jakiegoś "chłopa z jajami" - odpowiem, że nie znam.

  • no name
    Z sadzonymi czy przesadzonymi "jajami"?
    Otyń to mała mieścinka, malutki ryneczek, niewielkie domki, garstka ludzi, kilka uliczek na krzyż, cisza, cisza, cisza, jedzie sobie samochód, znika samochód, cisza, cisza, cisza... Pod ratuszem kilka ławek, można sobie posiedzieć, minutę, dwie, przed trzecią minutą człowiek wstaje i odchodzi. Bywam tam. W Otyniu produkują niezłe klinkiery, cegły, i inne wyroby z gliny.

  • :)

  • Marek żyje, sprawdźcie na www.historiamoichniedoli.com

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się