Saint-Simon & Herta Miller feat. roman knap & moc (part I i II) (w ramach konkursu Remiks 2011)

Autor: Roman Knap, Gatunek: Proza, Dodano: 12 lutego 2011, 22:20:26
[tekst został skasowany przez autora]

Komentarze (14)

  • Popełniłeś błąd jak ja kilka razy - za długie na liternet, mało kto przeczyta

  • Marat, ja to zamieściłem w sumie nie dla internautów, bo całkowicie zdaje sobie sprawę, że w internecie rządzi "długość", zasada że im krótsze tym czytelniejsze, ot łatwiej przelecieć oczami, przebiegnąć wzrokiem to co lakoniczne.
    Ale tu zrobiłem wyjątek, bo jest to rzecz dla jurorów konkursu "Remiks 2011". Takie akurat wymogi, że trzeba tu wkleić, więc wkleiłem. I tyle, a czy to ktoś przeczyta, czy nie, hmmm... chciałoby się, owszem, ale realia są okrutne, wiem, więc zbytnio nie liczę.
    Ja nie wiem, jaki będzie wynik tego konkursu, wygrana, przegrana, mniejsza, bardziej mi zależało na uzyskanie odpowiedzi, czym jest "remiks" (ewnentualnie sample, cover itp kategorie), i czy to co napisałem jest remiksem? Jak dalece ingerencja w cudzy tekst jest jego pastiszem, a kiedy formalnie zaczyna się remiks. Z drugiej strony, to proza. Remiksów (sampli, coverów) prozą jak na lekarstwo. Myślę że to jest remiks, bo mieszam przecież za sobą dwa teksty (Saint Simona i Herty Miller), ale kto wie (przecież jednak dużo miejsca jest tu własnych słów). A więc widzisz, ja mam wątpliwości, kategoria remiksu jest zarówno szeroka jak i dowolna (* patrz artykuł Kajetana Heredyńskiego). To właściwie dopiero jurorzy zadecydują, co ich zdaniem jest, a co nie jest remiksem (no i czy jest w ich guście, ale to odrębna sprawa).

  • Przeoczyłem, że to do konkursu, powodzenia

  • Fenks, Marat, też coś wklei pro concurso separatum :)

  • Marat, przeczytałem twój głos w sprawie remiksu. Pozwolisz, że tu ci odpowiem?
    Jak bardzo słusznie zauważasz, istnieje bardzo cienka granica między remiksowaniem a grafomanią. A może nawet tej granicy wcale nie ma, może każdy remiks to jednak rzecz wtórna wobec oryginałów? Sednem jest tu oczywiście definicja. Jak rozumiem i jak czytam inne głosy, to oczywiście się zastanawiam, czy np. istnieje różnica między remiksem i kolażem? Obie kategorie definiują bowiem nie tyle "styl", co technikę. Bierzesz jeden obraz (słowo, zdanie) i zderzasz je z drugim obrazem (słowem, zdaniem, fragmentem), obcym mu autorsko. To zderzenie, połączenie w jedno, dwóch (lub więcej) części jakiegoś utworu z dwóch (lub więcej źródeł). Ale na to już przecież mam nazwę - to kolaż. Więc po co by tworzyć nową kategorię - remiks? W takim wypadku, w wypadku stricte remiksu czyli kolażu - to to co wkleiłem, powyżej, kolażem oczywiście nie jest, ponieważ wychodzi poza tę technikę i wtrąca "źródło własne, indywidualne". Tło. Własną opowieść.
    Marat, właściwie sam nie wiem. co jest a co nie jest remiksem. Wiem, jak wyglądają prace, które uznaje się za wzorzec dla remiksujących, ale to tylko wzorzec, można go przecież przełamywać, można chyba go ewoluować, przepuszczać przez własną wrażliwość, indywidualizować? Jeśli nie można, to znaczy że się po prostu pomyliłem i tyle. Wydaje mi się więc, że remiks literacki nie może ortodoksyjnie ograniczać się tylko do "cudzych" słów i cytatów i ich wzajemnego kolażowania, mieszania i kompilowania, z sensem czy bez. W przeciwnym wypadku, faktycznie, tak rozumiany remiks byłby wtórny i tak naprawdę byłby tylko kolejnym wcieleniem grafomani i bezradności twórczej (tzn. nie mam własnych słów, obrazów itp, to dawaj zbiorę i pomieszam obce i już mam dzieło). Ale to tylko drobne uwagi, wątpliwości, takie sobie z mojej strony głośne myślenie.
    Co do kwestii konkursów - to się nie znam. Oczywiście strona Trojanowskiego, ostanie werdykty, itp, każą mi raczej o konkursach myśleć jak najgorzej. I nie tylko w jakimś sensie personalnym (układy, uprzedzenia, "nepotyzm literacki" itp), ale i w sensie artystycznych kreacji (to że najczęściej zwycięża populizm, łatwizna, efekt rozrywkowy), no ale z drugiej strony, ktoś mi może zarzucić, a może ty się po prostu dygasz? Boisz się przegrać? Zostać pokonanym? Nie, nie boję się rywalizacji! Nie boję się ocen!

  • Ja naprawdę uważam, że ilość rzeczy do powiedzenia jest merytorycznie skończona i wyczerpana dawno temu, a liczy się tylko odbanalizowanie i odświeżanie rzeczy dawno powiedzianych poprzez coraz to nowe historie, formę, eksperymenty. I zawsze jest ryzyko, że wyjdzie gówno. Grafomania jest nieuniwersalna, bo albo nie potrafi odbanalizować banału, albo przedstawia historie z czyjegoś intersubiektywnie nieciekawego życia, bo ktoś mało przeżył albo ma słabą fantazję. Dobranoc

  • Marat, głowa do góry, w każdym razie wklejaj, jak masz jakiś pomysł na "remiks". Ja tu w swoim utworze przedstawiłem swoja wizję remiksu, ty pokażesz swoją, no i będzie git. A resztą się nie przejmuj (tak jak nie przejmuj się uwagami Borowskiego na swój temat, że dużo cytujesz itp, ten typ tak ma, to radykał, zrób tak jak ja - jak ci dokuczy to mu opowiedz tak samo jak odpowiada, zresztą na wszystko, pewien mój bardzo mądry znajomy - "przeproś, pókim dobry").(ale z drugiej strony, twoje teksty Marat są faktycznie nieco chaotyczne, można się czasem pogubić, musisz popracować nad "porządkiem")

  • Romanie, Ty się nie daj zwieść, że ja uprawiam dementi bo się przejmuję cudzymi opiniami, ja już jestem na takim etapie zepsucia, że muszę gadać sam do siebie, bo mam inflację myśli, i koniec zaczętej kosztuje więcej wątpliwości niż początek, jak w knajpie zanim polskie marki straciły wartość - zamawiałeś kotlet a jak płaciłeś kosztował już więcej.A na remiks nie tyle nowości wrzucę co starocie, bo remiksy mi zalegają sprzed lat, trzeba odkurzyć. howgh

  • Marat, jakie to piękne! te twoje -
    "Ja już jestem na tam etapie zepsucia, że muszę gadać sam do siebie, bo mam inflację myśli"
    Piękne!
    Wiesz Marat, co mnie ostatnio tak naprawdę wzruszyło? Otóż nie uwierzysz, ale wyznanie, takie w rodzaju nawiasem mówiąc, takie wtrącenie, z pozoru błahe i tonące wśród innych "ważniejszych" słów, otóż wyznanie Ewy Bieńczyckiej - że przeżywa "histerię przedśmiertną". Wiesz, daleko mi jeszcze do jej lat, ale jak tylko przeczytałem to wyznanie, z pozoru błahe i nieistotne, nagle wyobraziłem sobie tę "histerię przedśmiertną", te byle zdążyć, byle zakończyć, to co się kiedyś zaczęło, byle jeszcze uzupełnić, dodać, zdążyć, zdążyć, zdążyć... Och, Marat, czy ty też? Jak ona? Wybacz, że tak pytam wprost...

  • Niestety, choć może byłoby lepiej, ale jak przyjmujesz konwencję, to, choćbym chciał, to nie potrafię uwierzyć i zawsze zostaje mi kolejny poziom (n+1) autokomentarza. To ma jak wszystko dwa końce - dobry i zły. Cierpię Romanie, ale jeszcze chodzę po ziemi. Kobiety są bliżej przedmyślnej prajedni, im łatwiej.

  • Tak, Marat, samo życie...
    Jeśli chodzi o mnie, to myślę, że ja mógłbym umrzeć w każdej chwili, a myśl o śmierci nie wywołuje u mnie paniki "twórczej". Nie mam bowiem ambicji dopowiedzenia wszystkiego...

    No ale dobra Marat, wklejaj te miksy, no i dobrze by było, gdyby i inni wkleili swoje "pomysły", projekty na remix. Myślę, ze inicjatorom tego konkursu nie przyświeca myśl o napędzaniu rywalizacji i konkurencji między twórcami, oni po prostu wołają przy tej okazji, że niebawem będą rozmawiać na temat remiksu, może określać jego definicje, kształt, formy, oraz dalsze perspektywy, i zwyczajnie oczekują, że my damy im przykłady, projekty, realizacje, na podstawie których między innymi oni będą właśnie mogli mówić o remiksach. Bez przykładów byłoby trudno. I właśnie dlatego włączyłem się w ten konkurs.
    No więc, Marat, i inni, do dzieła!

  • ależ sobie poczytałam!
    nawiasem mówiąc najbardziej poddający w wątpliwość tradycyjny porządek w prozie autor, jakiego znam, przyznałeś się między wersami do wiary w nieśmiertelność i samodzielny byt słów, które nie pozwalają się manipulować i na końcu znajdują sobie własne ścieżki, triumfując nad autorem i czytelnikiem. autorski pesymizm czy czytelnicza euforia?

  • Och, Małgo, nie będę zdradzał przesłania :)

    A co do Saint Simona, to owszem, geniusz, potęga, zresztą zauważ wydany i poznany bardzo późno, w 70 lat po śmierci dopiero wydano jego "Pamiętniki"; jego zatem recepcja była zapóźniona, wtedy już rządziły inne mody literackie, jego dzieło z początku cieszyło się złą sławą, że gorszące, ale potem surrealiści odkryli go na nowo, tak samo zresztą jak jego niedościgłego ucznia - markiza de Sade. Chociaż obaj niezależnie od siebie, stworzyli, każdy osobno, prawdziwie genialne własne wyjątkowe światy, to jednak Saint Simona uznałbym za "ojca chrzestnego" markiza de Sade. W Polsce recepcja Saint Simona jest uboga. To dzieło trafiło w nasze ręce bardzo późno, w czasach nienajlepszych (komuna), potem znowu my Polacy jak zawsze mamy co innego na głowie. Ważniejszy, ot choćby, był potem oharyzm, dopasowanie się i włączenie w nurty "współczesne" i modne, niż jakiż tam barokowy staruszek szaleniec. Ale mniejsza, chodzi o to że Saint Simon to u nas w Polsce pisarz, myśliciel, twórca, mało rozpoznany, raczej egzotyczny. Staram się go zatem oczywiście przybliżać. I zrozumieć. Wiesz, ja a propos Saint Simona napisałem to, co wyżej, mam też "Autoportret z Tomaszką i Saint Simonem", a w projekcie jeszcze jedno, choć bardzo trudne, więc na razie tylko projekt, do realizacji, napisania, a będzie to miało tytuł "Oczy de Saint-Simon", tam "remiksuję", ewentualnie hipertekstualnie wchodzę w pewien rozdział z "Pamiętnikach", a dokładnie w rozdział "Uderzenie w bastardów". Ten rozdział akurat jest jednym z najdoskonalszych próz, jakie są na świecie. Można go w sumie traktować jako odrębną całość. Po prostu jest tam genialny, idealny, piękny opis, ruch, to dzianie się, ta cała intryga, zebranie, uczestnicy, i każde ich drgnienie tak precyzyjnie zarejestrowane i oddane, och, Małgo ciarki przechodzą. Dreszcze! Mój projekt "Oczy de Saint Simon" jest jednak trudny, jeszcze nie wiem, jak sobie dam z nim rade i czy dam, bo chciałbym to mianowicie uczynić coś jako grę wizualną (a słowami będzie trudno), że wchodzisz, niczym gracz do Wersalu, i idziesz na to spotkanie, gdzie mają decydować się losy "Bastardów", znienawidzonych zresztą przez Saint Simona. No wiec wchodzisz, i obserwujesz, a właściwie więcej, wcielasz się w Saint-Simona, a właściwie w jego oczy! Stąd taki tytuł. Bo właśnie oczy, obserwacja, genialność obserwacji, uchwycenia najdrobniejszego szczegółu, jest tam u Saint Simona najważniejsza. No więc wcielasz się w Oczy Saint Simona... ha, ale co dalej, to już niech będzie moja tajemnica :)))

DODAJ KOMENTARZ: Skasowanych treści nie można komentować