Compositae (fragm.)

Autor: Roman Knap, Gatunek: Proza, Dodano: 03 listopada 2012, 16:24:27

  Kiedy miałem ufność dziecka, a moim marzeniem było mieszkać na planecie, którą oświetlają 4 słońca, i jak tylko byłem sam w domu (* wtedy wołałem - chata up your life!) i skakałem jak dziki z miejsca na miejsce szczęśliwy, jak to wszystko pięknie się układa, że wreszcie jesteśmy sami tylko przedpokój i ja, tylko kuchnia i ja, tylko łazienka i ja, tylko duży pokój i ja, to wtedy dopiero zauważałem, że mieszkania mają tak samo dużo nierówności terenu jak place zabaw. Podłogi nie przeważały już stuprocentowo, a gdy tylko wchodziłem do dużego pokoju to od razu zjeżdżalnia-fotel wypełniała całe moje serce, całą moją wyobraźnię, pachniała szaleństwem. I zjeżdżałem, a potem od fotela do fotela, po przeciwnej stronie stołu, przechodziło się przez pomost stołowo-wspinaczkowy. W międzyczasie po drodze gryzłem fotele, brzegi stołu i pilot tv jak dziecko, które wszystko co znajdzie wkłada do buzi, a potem znowu zjeżdałem z fotela, tym razem pod stół i tam z podstołem droczyłem się, że raz jest tunelem a raz altanką.


  Nagle w dużym pokoju wszystko mi wyglądało na koci grzbiet, a meble dzieliły się na miękkie i twarde góry, więc wspinałem się po fotelach, stole, tapczanie, parapetach i kominku i próbowałem wszystkiego, co się da, żeby się tylko jak najwięcej ruszać i wyżyć, a dom po kolei zdobywał nazwy Wesołek, Gapcio, Spioszek, Forteca, Madagaskar i Małpi Gaj. Nagle wchodziłem do dużego pokoju i pierwsze co widziałem to fotel-hulajnogę, potem na meblach instalowały się dotąd ukryte drabinki, wszystkie meble przyjmowały kształt trapów do wchodzenia, a co tylko spojrzałem na stół to zaraz miałem wilczy apetyt, żeby chociaż na chwilkę zrobić z niego huśtawkę bocianie gniazdo. Huśtawka bocianie gniazdo na środku pokoju - to było moje marzenie, więc już odsuwałem fotele, żeby stół, podwieszony sznurami do sufitu, mógł się swobodnie obracać. I jeszcze tylko znaleźć mocne solidne sznury, a będę obracał się pod sufitem jak na karuzeli. Bawiłem się całkiem na serio - polowałem i zdobywałem szczyty mebli jak zuch chłopak. I miałem na to tylko godzinę, lub coś koło tego, bo wiedziałem, że ten wartki nurt przygód wkrótce przerwią mi trzy ponure wydarzenia - mój ojciec właśnie wraca do domu, mój ojciec właśnie wraca do domu i jeszcze raz: mój ojciec właśnie wraca do domu. Bo tak było zawsze, że wystarczył tylko powrót taty, a linaria, ścianki linowe, kratownice, rurka strażacka, równoważnie, spirale, kominy wspinaczkowe, krzyżaki, skoczki, płotki, mostki, pajęczyny, bujaki, kiwaki, ważki, podjazdy i przeplotnie nagle znikały z tego domu.


  Ale póki ojca nie było, czułem się jak dzieciak buszujący samemu w domu, dzieciak, z którego widać tylko ręce i nogi, wiecznie w ruchu. A za kolegów i koleżanki miałem meble. Te same wszystkie domowe meble, które jak tylko wróci mój ojciec nagle dorosną, spoważnieją i już samym swoim wyglądem odstraszą mnie od zabawy. Ale to będzie potem, za niecałą godzinę, bo teraz, teraz właśnie odkryłem, że blat kuchenny, stół w kuchni i w dużym pokoju,  pralka, kuchenka gazowa, zlew, kominek w dużym pokoju i parapety to jedyne miejsca w tym domu, na które można wejść, usiąść na nich i pokiwać nogami. Reszta mebli jest albo za wysoka, pnie się pod sam sufit i ciężko się tam zmieścić, albo za niska, i wtedy mam do niej za długie nogi (jak do pufy), albo z tej reszty mebli od razu bym spadł jak to miało miejsce gdy spadłem z wezgłowia fotela. Wspiąłem się na fotel, usiadłem na jego wezgłowiu i już miałem pokiwać wesoło nogami, kiedy nagle spadłem na ziemię, a zaraz potem tyłem spadł na mnie fotel. Tyłem, bo przecież fotel nie ma przodu do spadania, tylko do spadania ma tył. Tymczasem nie usłyszałem, że do domu akurat wrócił mój ojciec. Wszedł do domu, stanął w drzwiach do dużego pokoju i nagle zastał mnie w scenie tego, jak leżę na podłodze, a na mnie leży fotel, przewrócony tyłem. Tyłem, bo przecież fotel to on nie ma przodu do spadania! Ale mój ojciec to on już nawet nie chciał, żeby mu to udowodnić, i jak już to raczej to on mi zaraz udowodni, że już więcej do tego pokoju nie wejdę, ani bokiem, ani przodem, ani tyłem.


  Szybko uciekłem do swojego pokoju.


  Na drugi dzień w drzwiach do dużego pokoju pojawił się zamek. Był to zamek typu łucznik. Przyjrzałem mu się i nagle mu powiedziałem - kolego zamku-łuczniku w drzwiach do dużego pokoju, kiedyś na pewno na tobie usiądę i pokiwam nogami. Zobaczysz!

 

(...)

...........

 

* fragment ten zamieszczam na wyraźnie żądanie pewnych polonistek, wątpiących, w to że ma serce, duszę, ogromną wrażliwość, talent i cokolwiek do powiedzenia w literaturze.

Komentarze (66)

  • GNIOT

  • Haha, ano mścij się półgłówku, mścij :))) Każdy wie, że się prymitywnie mścisz, więc i tak się nie liczysz, hehe :)))

  • Z takimi gamoniami jak ty nie da się inaczej rozmawiać.

  • zresztą akurat GNIOT straszny, sam się podkładasz

  • Artomiuk, haha jesteś wtórnym analfbetą, ale nawet czasem zabawnym, hehe :)))

  • sam jesteś wtórnym analfabetą :) kolejny raz to udowodniłeś

  • nie masz za grosz talentu! a te twoje frustracje heh czyżby odwet za własną niemoc? i wszystko jasne p. Knap

  • Ja wiem, ja wiem, twoim półgłówkowym zdaniem np. Proust to będzie też wtórny analfabeta, a geniuszem oczywiście Artomiuk, jakże inaczej, hehe :)))

  • Artomiuk nie musi, jemu to zwisa i powiewa, w przeciwieństwie do Ciebie Knap.
    Ty byś chciał, a nie możesz ;)


  • Świetny tekst.

    Trzy małe techn. poprawki:

    - w drugim, akapicie zamiast "przerwią" - "przerwą";
    - "Ale póki ojca nie było, czułem się jak dzieciak buszujący samemu w domu, dzieciak, z którego widać tylko ręce i nogi, wiecznie w ruchu."
    Zdanie do przebudowy.
    - "Tyłem, bo przecież fotel to on nie ma przodu do spadania!" - przecinek po "fotel";

  • * po trzecim myślniku powinnam postawić ktopkę, a nie średnik. He, he.

  • Nie jestem polonistką, panie Romku i wiernie się Pana pisaniem zachwycam.

  • Racja - "przerwą", i po to są właśnie korektorzy, fenks :)
    Z interpunkcją gdy wprowadzam mowę "fotel to on" albo "mój ojciec to on" (w dalszej części Compositae tego rodzaju mowy-kryptocytatu jest więcej) itp to mam problem, myślę że nie trzeba tam wprowadzać przecinka, bo zatrzymuje.
    A co do tego zdania - hmmm... może pomyślę jeszcze, czy się go da przebudować.

  • p. Wando, fenks, to właściwie początek "Compositae", tak planuję strukturę, że to będzie wprowadzenie, początek jest zawsze trudny, ale potem z tego wyrasta cały wielki świat :))) Wbrew pzorom nie tak dziecinny :)))

  • Pomijając, że tematycznie nudne:

    "mój ojciec właśnie wraca do DOMU, mój ojciec właśnie wraca do DOMU i jeszcze raz: mój ojciec właśnie wraca do DOMU. Bo tak było zawsze, że wystarczył tylko powrót taty, a linaria, ścianki linowe, kratownice, rurka strażacka, równoważnie, spirale, kominy wspinaczkowe, krzyżaki, skoczki, płotki, mostki, pajęczyny, bujaki, kiwaki, ważki, podjazdy i przeplotnie nagle znikały z tego DOMU.

    Ale póki ojca nie było, czułem się jak dzieciak buszujący samemu w DOMU"

    o ile wyliczanka nie jest błędem, tak ciągłe powtarzanie domu, zresztą...komu ja to mówię?

  • będziesz miał pan dzieło swojego życia, już widzę te szturmy na księgarnie pff

  • Oj nie, jeśli się zna inne fragmenty

  • To oczywiscie mialo byc przed komentarzem Pawla

  • Po zobaczeniu tego, straciłem na nie chęć.

  • Pawle, wydobyłeś najfajniejszy fragment. Też zwróciłam n niego uwagę. Ten fragment jest wprost doskonały:

    "Bawiłem się całkiem na serio - polowałem i zdobywałem szczyty mebli jak zuch chłopak. I miałem na to tylko godzinę, lub coś koło tego, bo wiedziałem, że ten wartki nurt przygód wkrótce przerwią mi trzy ponure wydarzenia - mój ojciec właśnie wraca do domu, mój ojciec właśnie wraca do domu i jeszcze raz: mój ojciec właśnie wraca do domu. Bo tak było zawsze, że wystarczył tylko powrót taty, a linaria, ścianki linowe, kratownice, rurka strażacka, równoważnie, spirale, kominy wspinaczkowe, krzyżaki, skoczki, płotki, mostki, pajęczyny, bujaki, kiwaki, ważki, podjazdy i przeplotnie nagle znikały z tego domu."

    Bardzo mi się podoba.

  • Dom, dom, dom, tak, to oczywiście powtórzenia jak najbardziej. Ale podpowiem ci jeszcze - jak ci się chce to policz też ile razy powtarza się "fotel", "stół", "meble" itd itd. Zresztą odpowiem za ciebie - mnóstwo razy, więc te powtórzenia czemuś tu wyraźnie służą. Ale ty Artomiuk nie potrafisz nawet zbudować zdania złożonego, więc po co ja ci się mam tłumaczyć z czegoś co twój umysł nie jest w stanie pojąć? :)))

  • oj Knap, humor Ci się poprawił bo kilka osób Cię pochwaliło, jednak nic to
    w zderzeniu z dobrą prozą wciąż nie masz najmniejszych szans

  • Artomiuk, w autora "Słonecznika", dzieci rzucały kamieniami. Wśród tych dzieci na pewno byłeś ty. Rzucaj i we mnie dzieciaku, rzucaj :)))

  • wyszło na to że wyżej srasz jak dupę masz

  • p. Wando, całe "Compositae" ma dokładną obudowę teoretyczną, oczywiście, teoria zostanie wyłożona w innym miejscu. Jednak myślę, że Compositae właśnie będzie zbudowane z dwu części - praktycznej (jak powyższy fragment) i teoretycznej. Będą się uzupełniać. Dlatego mam w części teoretycznej "wykład" na temat dzieciństwa, zdziecinnienia, patrzenia na świat okiem dziecka. Ja jestem trochę jak Eco, pracujący nad "Imieniem Róży". Nie napiszę nic, nie mając w głowie całej teorii, dotyczącej tego co mam napisać, jak mam to napisać i w jakim celu.
    Skądinąd te rozważania teoretyczne są wyjątkowo piękne i swobodne :)))

  • Artomiuk, gdybyś się nie mścił, to bym ci uwierzył, ale wiadomo, mściwość to ślepota, każdy to wie :))) Więc wróć jak ochłoniesz :)))

    • . .
    • 03 listopada 2012, 17:43:11

    Dysponuje Pan aparatem do rozpoznawania mikro przestrzeni w świecie w którym przebywa, z molekularnymi ich projektami włącznie,przypisuje się ten rodzaj percepcji hiper wrażliwym chłopcom, i zapowiadającym się dobrze prozaikom.

  • Pani Saro dziękuję, to dobrze że potrafi Pani wyjść spoza prywatnych animozji i pretensji. I proszę mi uwierzyć, że ja też potrafię, a w ocenach teksów naprawdę nie kieruję sie prywatą (* zresztą kolejnego pani tekstu, jaki Pani potem wkleiła, już nie nazwałem gniotem, i zrobiłem to świadomie, bo był o niebo lepszy, staranniejszy od tego bele co, które wkleiła Pani wcześniej) :)))

  • Tekst sredniej jakosci, pare literowek i bledow intrpunkcyjnych. Osobiscie troche za duzo o dziecinstwie a za malo o refleksji. Brakuje mi czegos wiecej, czegos, co pozwoli zostac czytelnikowi na dluzej. Byc moze fragment zbyt krotki?

  • p. Anno, to nie jest tekst o dzieciństwie, więc po prostu nieuważnie Pani przeczytała. A refleksji w tej części "Compositae" akurat unikam jak ognia. Dygresje tylko przeciążyły by ten i tak trudny tekst :)))

    • . .
    • 03 listopada 2012, 17:58:16

    Jestem obiektywna i lojalna wobec sztuki o ten mój subiektywny point.
    Żyję w świecie,gdzie inny model myślenia po prostu nie istnieje.Człowiek to zbiór emocji,słabości,przywar,natręctw, trzeba to zrozumieć,dokładam więc starań.

    Wczoraj pisałam wiersz, zapowiedziałam go żartobliwą miniaturką...
    Zresztą mniejsza z tym.
    Pana proza wymaga od niego dyscypliny, proszę nie ustępować.

  • Tak, z pewnoscia nie jestem wystarczajaco inteligentna, by pojac i przeskoczyc takie trudnosci. Pozdrawiam pana.

  • Świetny test! się czyta!!!Drobne usterki do poprawki , ale sam wiesz co i jak - OK:))

  • *)tekst.Compositae w całości bedzie liteackim wydarzeniem!

  • Może masz rację, wydarzeniem, ale chyba dopiero po mojej śmierci, bo piszę go jak żółw i nie wiem czy zdążę :)))

  • Pewnie, że będzie. Ja też od dawna to wiem.

  • Nie bądź takim pesymistą:))Za Małgosią!

  • Za Jarkiem:))

  • Jarku, nie jestem pesymistą, ale jestem realistą :))) Po prostu dużo tego, a poskładać to do kupy, dać temu wszystkiemu "jedność" i "spójność" to chyba nawet przerasta moje siły. Dlatego piszę fragmentami, zawsze pisałem, po troszku, material urósł ooooolbrzymi, ale co z tego, jak rozpierdolony? Potem tylko patrzę na to i nie chce mi się tego kleić. A żeby było dzieło trzeba to wszytsko skleić, trzeba! Inaczej chaos :(((

  • Romanie, których autorów czytasz?

  • Ostatnio Dehnela i Vonneguta, a co?

  • Aha, i Łukasza Gołębiewsiego "Gdzie jest czytelnik?", przy okazji gorąco polecam.

  • P. Romanie, niech pan publikuje na Liternecie, to bardzo dyscyplinuje i dopinguje. Wiem po sobie :))

  • * Łukasza Gołębiewskiego - nb. jego świetna książka dostępna jest na stronach jagielońskiej biblioteki cyfrowej, bo Gołębiewski zrobił na prezent i mamy go za free :)))

  • Poczekam na całość. :) Mam wrażenie że warto.

  • Może ta rozsypka i ten chaos składa się na dzieło?

  • P. Wando, dzieło nie może być chaotyczne, to sprzeczne z definicją dzieła :)

  • P. Wando, to zresztą sprzeczne z moimi poglądami, zgoda na chaos. Paradoks polega na tym, że tak w życiu jak i w literaturze jestem bałaganiarzem. Ale jednocześnie bałagan uważam za prymitywizm, na który nie godzi się moja estetyka, moja wiara, że wszystko jednak dąży do pięknego kryształowego ponadśmiertelnego porządku.

  • Ale p. Wando, proszę tu jeszcze wrócić, bo zaraz wkleję tu dla Pani fragment z części teorytecznej dotyczącej "zdziecinienia" w C*. Tylko poszukam i wkleję dla Pani.

  • Własnie powiedziałam komuś, ze Pana proza i poezja też jest na wyżynach artyzmu. Jeśli Pan tego nie zamknie, czytelnik bedzie miał frajdę doszukując się we fragmentach kontynuacji. Tylko muszą być dostępne.

  • P. Wando, z poezji rezygnuję, bo już nie mam czasu, żeby bawić się prozą i poezją. Życie biegnie, czasu coraz mniej, trzeba wybierać. Jak Zofia z wyboru Zofii. I już wybrałem - wybieram Compositae :)))

  • Pani Wando, więc już jestem. I zaraz wkleję urywek z części teoretycznej. Ale jednak parę słów wyjaśnień. Compositae, tak jak to widzę, będzie się składać z części praktycznej (* właściwe Compositae), oraz z części teoretycznej, która będzie nosić tytuł "Listy do moca i umpanie". Obie części się uzupełniają. Część teoretyczna z natury rzeczy, również przybierając formę listów, ma charakter mniej formalny. Dlatego sobie wiele rzeczy ubarwiam, często zmyślam lub nawet "niby" cytuję coś z C*, czego akurat tam nie ma. Oczywiście obie części różnią się między sobą jak woda i ogień, ale to Pani szybko zauważy.
    Część teoretyczna odnosi się do C*, ale ponadto jest moim wykładem ogólno-krytyczno-literackim. Co ciekawe owa częśc teoryetyczna jest często zmyśleniem, jest po prostu jeszcze innym spojrzeniem na ten sam świat, znany własnie z C*.
    Ale to zderzenie teorii i praktyki, prawdy formalnej (C*) z hulajduszą jej autora, ma swój sens, który dopiero w całości widać, nie we fragmentach. Słowem wiele Pani nie wyjaśnię. Na tym etapie. Ale obiecałem dla Pani wkleić tu "część teoretyczną" w temacie "zdziecinnienia", więc to czynię.

    ........................

    (...)
    Na dziecięcą, a może nawet zdziecinniałą nutę figlowałem już na NS (* Nieszufladzie) jako "wierszokrecik" i najsilniej jako "zulusikczaka". Oczywiście więc nie mogło tej nuty zabraknąć w C*. I o ile nie wiem dokładnie, czy jest to dziecinność czy już infantylizm, to jednak niewątpliwie C* jest opowieścią o figlarności tłumionej przez... no właśnie, tu przez ojca (* który np. porozmieszczał podstępnie kwiaty doniczkowe w dużym pokoju tak, że "pokój na 3 koziołki w przód, nagle zrobił się tylko na jeden"), ale tak naprawdę to tłumionej przez świat, jego mentalność, jego ideały (!) wymuszające powagę sytuacji, dorosłość, dojrzałość. C* jak na opowieść rozrachunkową z mojej przeszłości pozbawione jest wspomnień z dzieciństwa, nie ma w nim reminescencji z dzieciństwa, toteż niejako dzieciństwem staje się w prawie w każdej scenie, i w całym zresztą C*. Może w ramach nadrabiania straconego podlloctwa. Zauważ, że nie ma w C* "pozadomu", podwórka, ulicy, kolegów, przyjaciół, szkoły, a jest tylko dom, dom i dom z całym jego osobliwym folklorem i nienawiścią do siebie jego 2-óch mieszkańców. Dorosłych! Z których jeden ciągle sprząta i kurwuje, a drugi patrzy na to i twierdzi, że sprzątanie powinno trafić do spisu mąk piekelnych. I kurwowanie też. I gdzież tu miejsce na dziecinność, na figle i harce, na uśmiech, radość, zabawę!
    Twój uwielbiany Swift powiedział, że prawdziwą sztuką jest widzenie rzeczy niewidzialnych. I tak jest w C*! Dziecinność, zabawa, radość są ukryte przed oczami, ale są!

    Otóż sama struktura C* jest topiczna, znaczy się w treść podskórnie między wersami, slowami itp, wpisane są topiki, rozmaite - wojenne, westernowe, marynistyczne, pierwiastkowe itd itd, żeby wymienić co poniektóre. Kpt Lemuel Guliwer, czy też Sindbad zwiedzali kraje, z których jeden był krajem olbrzymów, a drugi lilputów, tymczasem ja też zwiedzam, podróżuję, tylko że te podróże (topiczne) nie są ani chronologiczne, ani nie mają jedności miejsca i czasu, nie są "ciągłe" - to tak jakby jakby trafić do kraju mieszanego, karło-olbrzymiego. Te topiki są rozsiane po całej opowieści, więc mogą umknąć i zostać niezauważone, i trzeba dopiero doświadczyć dziecięcego olśnienia, aby to dostrzec. Inaczej mówiąc w C*, w jej strukturze, ukryłem zabawę w kolorowankę! W pokoloruj te wszystkie słowa i zdania , które np. łączy tematyka wojenna! :)))

    W sumie Mocu nie przyznałbym ci się do tego, gdybyś znał całość C*, bo wyznając ci to, odbieram sobie jako autor całość tej przyjemności, rozkoszy, adrenaliny, radości, jaka rośnie u autora zagadki, u dziecka, które coś pochowało i bawi się w "zimno-ciepło". Ach! Tak tak, to moja dziecinność, że pod tą arcypoważną powłoką C*, miejscami brutalną i wulgarną, kryje się dziecko, które się bawi i szuka w czytelniku współtowarzysza zabawy! Ach! I woła masz oto książkę i pokoloruj ją! Na czarno pokoloruj wojnę, na żółto statki i okręty, na niebiesko westerny, a na zielono - weź i pokoloruj wszystkie tu pierwiastki z tablicy Mendelejewa! Ach! Hahahaha :)
    Ale ok, zrobię to dla ciebie i za ciebie. Biorę teraz kredkę, wracam na początek C* i przedzierając się przez gąszcz "wojny domowej", zaczynam kolorować na czarno świat - dajmy na to - wojenny:

    Rękojeść

    Bo w tym domu to mój ojciec to on jest generał odbierania telefonów!

    Bo żeby tak w końcu wejść do kuchni raz a porządnie to jeszcze nigdy, to zawsze tylko podchody.

    Bo też jak choroby i głód mieszkańcow otwierały bramy oblężonych miast, to mój ojciec realizując zamysł podporządkowania mnie swojej woli, złożył parówki pod klucz.

    Jeszcze z marszu tego, jak mój ojciec to on był pod moimi drzwiami. (* z marszu, marsz, to wojsko, chyba to widzisz!)

    Potem mój ojciec przeniósł z kuchni do siebie do pokoju każdą część z maszynki do mielenia mięsa, którą to kiedyś tam rozmontował, bo mój ojciec to on już ci tam dobrze wiedział, co jeszcze zabrać z kuchni, żeby mi się odechciało wojować.

    Marzyłem, żeby mieć 2 szklanki, bo jakbym miał 2 szklanki i jakbym je niósł do kuchni, to by jedna z nich to by była lewa przednia :)))

    itd itd itd itd, ech dość, może mocu kiedyś sam pokolorujesz resztę, i pokolorujesz marynistykę, pokolorujesz pierwiastki, westerny, i wiele wiele innych zabaw, aby samemu poczuć się jak Guliwer, jak Sindbad, jak mieszkaniec "Undergroudu" Kusturicy, który nagle odkrywa, że nie jest w domu, lecz w zupełnie dziwnym świecie, gdzie za ścianą nagle odkrywa podziemne trasy przewozu wojsk :))) Za tą ścianą ukrywają się nie tylko wojny, lecz i statki, okręty, morza i oceany, kryje się indiańska wioska i w ogóle, moc, tak - moc przygód!

  • przeczytałam obie części, czyta się, a czy nie wymaga korekty to nie wiem, nie ogarniam takiej dużej ilości tekstu, nie nadawałabym się na korektora :)

  • Haha, Rosa, mam tyle wrogów, którzy szukają we mnie nawet najdrobniejszego potknięcia, że o znalezienie korektora, a nawet całej masy korektorów się wcale nie martwię :))))))

  • A po co masz tyle wrogów?

  • Paradoksalnie Compositae zbudowane jest na teorii (zamyśle całości) jak na niewidzialnym szkielecie, a część teotetyczna podszyta jest fabułą. To naprawdę niezwykłe i żywe nawet we fragmentach.

  • No cóż Rosa, bardzo trudne pytanie, ale fakt, z tym zagadnieniem trza się będzie kiedyś poważnie przespać. Myślę, że to chyba wynika z mojej inności. Od zawsze byłem indywiduuum, autystykiem, i zawsze z tego powodu czułem sie wyoutowany ze społeczeństwa, z kółek przyjacielskich itp, a ponadto życie nie dało mi równych szans do zrealizowania swoich marzeń. Ja od dzieciństwa mam trend, żeby mieć wrogów. Otoczony wrogami - w rodzinie i poza domem też, nawykłem do tego i tyle. Nikt mnie nie lubiał, zawsze byłem chudy i brzydki, albo za mądry, albo za biedny na to, żeby mieć przyjaciół. I teraz mieć wrogów - to już jest głęboki nawyk, nie do odwrócenia :)))

  • I Rosa, to niestety nie jest tylko wirtualne, bo np. tu gdzie mieszkam, nienawidzi mnie cała okolica (* zresztą tą nienawiścią do mnie tak naprawdę, zaraził okolicę i osiedle, na którym mieszkam, mój ojciec, przedstawiając mnie poza domem zawsze jako wyrodnego powtora). Więc, jak tylko pojawiło się trochę śniegu, to nie uwierzysz, ale co jakiś czas ktoś kulkami rzuca mi w okno. Jestem otoczony wrogami, tak w wirtualu jak i w realu. Ale żyję, żyję :)))

  • ... oczywiście pomijam te wszystkie wyzwiska od malolatów typu "Roma, ile robisz lodów?"

  • Niefajnie :(.
    Trzymaj się.

  • Przeciwnie, Rosa, właśnie fajnie :)))

  • Jakoś mam problem z oceną TEGO co piszesz. Dlaczego fajnie? Nie rozumiem.

  • Rosa, otóż dlatego fajnie, że dzięki temu należę do fikcji :))) Np. ludzie na osiedlu myślą, że jestem wampirem :))) I może nawet jestem, kto wie :)))

  • Może nawet jesteś :)
    Tak, to właśnie miałam poczucie, że należysz do swojej opowieści.
    Pozdro

  • O tak, jestem pewna, że puenta się spełni :)

    Jak zwykle, przeczytałam z wielką z przyjemnością. Trochę więcej napisałam na forum.

  • Małgo, właściwie nigdy nie pomyślałem nad tym, czy ta obietnica w puencie się spełni. Ale masz rację - na pewno się spełni. Po to mamy mity!
    Dziękuję Ci Małgo :)))

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się